W latach 90-tych ubiegłego wieku kilka pań z Sekcji Wydawnictw Informacyjnych naszej Biblioteki pisywało tzw. laurki. Były to krótkie wiersze okolicznościowe, wręczane z okazji imienin albo (najczęściej) odejścia z pracy . Tekst plus wyklejanka podobały się do tego stopnia, że zapytane osoby o to, co życzą sobie na swe święto, najbardziej życzyły sobie laurkę. Pisały je najczęściej Justyna oraz Grażyna. Oto jeden z przykładów takiej twórczości: - Emilii Za nasze pierwsze spotkanie, gdy minatej nowej Pani naprzeciw, zza stołunagle z poważnej stała się wesołą,bo przecież… obie jesteśmy z Lublina. Za te rozmowy, nie zawsze służbowe,co próbowały nauczyć mnie światai życia, niosły serdeczności powiewi rozpraszały troski – przez dwa lata. Za wspólna pracę, za wspólne kłopotyi nad korektą pochylone głowy,chwile, gdy było zbyt dużo roboty…(a już szczególnie za „Skład Osobowy”!). Za przeprowadzki, dni przy komputerze,za niecierpliwe co środę czekaniena tę trzynastą… I za to, że wierzę,że nasza przyjaźń przetrwa to rozstanie. Nie wiem, co Tobie dzisiaj podaruję,może ostatnią notatkę służbową,w której napiszę tylko jedno słowo:Dziękuję. 29.03.1993 Następnie przypadek zadecydował, że cztery bibliotekarki po kilku latach znajomości zwierzyły się sobie że piszą wiersze. Piszą do szuflady i głównie dla własnej przyjemności, ale mają pragnienie zaprezentowania ich w większym gronie. Bezpośrednim impulsem do pierwszego spotkania w ramach Klubu Poetów była śmierć. W 1994 roku – opowiada Maria - zmarł pracownik introligatorni, ideał PRL-owskiej zasady, że piszący robotnicy „to było to”. Okazało się, że zostawił po sobie masę wierszy. Dobrych wierszy. On tam, w piwnicy wśród tych klejów pisał takie dobre wiersze – wspomina Grażyna, która odnalazła jego tomiki i zorganizowała pierwsze klubowe spotkanie z potrzeby serca, „żeby uhonorować pana Rysia”. Maria podjęła się recytacji. Była to według niej „poezja czystej wody”, czerpiąca z kontemplacji polskiej przyrody i zachwytu nad jej pięknem (np. pięknem biebrzańskich bagien czy Puszczy Białowieskiej). Grażyna wykonała gitarowy akompaniament. Była to sympatyczna choć nieco dziwna inauguracja, bo o nietypowej porze majowego przedpołudnia. Wkrótce przyszła kolej na następne. Stopniowo krąg sympatyków zaczął się powiększać, nie tylko o poetów ale też o osoby z innymi zdolnościami np. recytatorskimi czy muzycznymi.