Spotkania KP
Jak się rodził Klub Poetów
W 1994 roku – opowiada Maria - zmarł pracownik introligatorni, ideał PRL-owskiej zasady, że piszący robotnicy „to było to”. Okazało się, że zostawił po sobie masę wierszy. Dobrych wierszy. On tam, w piwnicy wśród tych klejów pisał takie dobre wiersze – wspomina Grażyna, która odnalazła jego tomiki i zorganizowała pierwsze klubowe spotkanie z potrzeby serca, „żeby uhonorować pana Rysia”. Maria podjęła się recytacji. Była to według niej „poezja czystej wody”, czerpiąca z kontemplacji polskiej przyrody i zachwytu nad jej pięknem (np. pięknem biebrzańskich bagien czy Puszczy Białowieskiej). Grażyna wykonała gitarowy akompaniament. Była to sympatyczna choć nieco dziwna inauguracja, bo o nietypowej porze majowego przedpołudnia. Wkrótce przyszła kolej na następne. Stopniowo krąg sympatyków zaczął się powiększać, nie tylko o poetów ale też o osoby z innymi zdolnościami np. recytatorskimi czy muzycznymi.
Wiosna w głowie
Wiosna
Odtajemy z tej zimy, otrząśniemy śniegZ rękawiczek, rzęs i warkoczy,Jeszcze piasek się wdrapie na stromy wód brzeg,Park kwietniowy urodą zaskoczy. W maju przyjdą konwalie bielić się wśród traw,Bez zapachnie jak sen a nie drzewo,Ogród będzie się puszył barwami jak paw, W mroku słowik popisze się śpiewem Jeszcze ścieżka pobiegnie truchcikiem przez las,Drzewa zegną się przed nią w ukłonach,A za nimi polana wyrośnie – po pas,Tak znienacka zwyczajnie zielona. Odtajemy z tej zimy, roztopimy lód,Białą ciszę co usta zalepia,I pójdziemy przed siebie, by odnaleźć cudSkryty w wiosny zielonych ślepiach.
Artur
Wśród nas bibliotekarzy są także koledzy bibliofile, poeci, aktorzy. Oto Artur i jego humorystyczne wspomnienia.
Już w wieku trzech lat tata „katował” mnie i mojego brata klockami, które uczyły liter, dlatego też szybko nauczyłem się czytać. W szkole podstawowej byłem klasowym łącznikiem bibliotecznym i to był mój pierwszy kontakt z przyszłym zawodem. Tutaj też zasłynąłem jako bibliofil – czytałem jedną książkę dziennie, na przerwach i na lekcjach i po powrocie do domu. Wygrałem zawody czytelnicze jako osoba, która najwięcej przeczytała książek w ciągu roku w bibliotece szkolnej. Bibliotekarka nie wierzyła, że można tak szybko czytać i odpytywała mnie z treści. Wtedy po raz pierwszy napisałem coś satyrycznego, ale już nie pamiętam konkretnie co to było. Mimo że jestem humanistą wybrałem technikum łączności. W tym czasie przeżyłem fascynację nurtem romantycznym w literaturze - tęsknota za miłością, melancholijne stany duchowe bardzo mi wtedy odpowiadały. Proponowałbym też zaznaczenie mojej największej literackiej miłości do Edgara Allana Poe'go i trochę mniejszej do Słowackiego. Z całego romantyzmu szanuję jeszcze tylko romantyzm niemiecki np. Novalisa bo jest on (ten romantyzm) najbardziej ukierunkowany na umiłowanie tradycjonalistycznego porządku moralno-politycznego. Z francuskiego - tylko Chateaubriand. Pozostałe romantyzmy europejskie - ze swoją apoteozą rewolucjonizmu i mesjanizmu - mnie mierżą. Najbardziej zaś mierzi mnie Mickiewicz - szaleniec, wizjoner, antyklerykał i niebezpieczny politycznie wywrotowiec. Nie będę się wgłębiał w szczegóły, niestety u nas krytykować polski romantyzm jest bardzo niebezpiecznie i niepopularnie bo przecież zabory, patriotyzm itp. itd. Takie dyrdymały wciskane w główki na lekcjach polskiego nie pozwalają już na jego uczciwą ocenę... Najbliższy jednak stał się dla mnie Cyprian Kamil Norwid – najbardziej niedoceniony i skrzywdzony poeta. Do dziś bliski jest mi duch norwidowski. Również ważne dla mnie okazały się dramaty Szekspira , które zabierałem do amfiteatru w Łazienkach i tam je czytałem. Nie zaakceptowałem za to literatury Pozytywizmu i XX-lecia międzywojennego, które mnie nudziły i nie przeczytałem do matury żadnej lektury z tego okresu. Mimo to dostałem 4 z języka polskiego. Zanim zacząłem pisać na poważnie odwracałem sensy przysłów, np. wszystko złoto, co się świeci, wszyscy święci garnki lepią, itd. Pierwszy mój wiersz powstał w technikum i był natury filozoficzno-egzystencjalnej. Z entuzjazmem pokazałem go mojemu bratu, który go pochwalił. Kolejnych już nikomu nie pokazywałem, pisałem ze słuchawkami na uszach i tak zapisałem cały brulion, który potem spaliłem na torach Olszynki Grochowskiej.Przerwa śniadaniowa
Te przerwy śniadaniowe, to jednak ciekawa część pracy. Czasem można się czegoś dowiedzieć. Dziś opowieść pani Elżbiety. Z niecierpliwością czekam na kolejną wspólną kawę...
Początek mojej twórczości wiąże się wiąże się ze śmiercią matki. Miałam wtedy 14 lat. To tragiczne wydarzenie spowodowało, że musiałam znaleźć sobie jakiś świat, w którym mogłabym się schronić i uporządkować, to, co wydawało się wtedy nie do przeżycia. Pochodzę z rodziny kresowej, zamieszkałej od pokoleń w okolicach Lwowa, w której prawie wszyscy pisywali wiersze (chociażby okolicznościowe). Często recytowało się poezje, przy różnych okazjach. Zwłaszcza ojciec, z tajemniczą miną zasypywał nas cytatami z literatury pięknej, co mnie nieco irytowało, bo niektóre teksty były dla mnie niezrozumiałe i nie wiedziałam skąd pochodzą. Dopiero w szkole niektóre zagadki się wyjaśniły.W mojej rodzinie panował kult Juliusza Słowackiego, znałyśmy z siostrą na pamięć i powtarzały często Ojca zadżumionych. Kochałam baśnie, moją wyobraźnię poruszały mocno słuchowiska radiowe dla dzieci. Do dzisiaj pamiętam adaptację radiową baśni O zaczarowanym kaczorze i melodię piosenki z tej baśni Pomnę com ci obiecała… oraz pojedyncze sentencje z innych słuchowisk radiowych. Intrygowały mnie bajki wschodnie.Zawsze marzyłam o czymś niesamowitym np. o latającym dywanie albo o czapce niewidce. Przełomowym wydarzeniem w moim życiu była nieoczekiwana śmierć mojej matki. Mamę, po prostu uwielbiałam. Ona - delikatna i wrażliwa pianistka była moją powierniczką duchową i wzorem. Z nią wiąże się jedno z najpiękniejszych wspomnień mojego dzieciństwa. Pamiętam, że każdego roku w maju mama stawiała ołtarzyk ku czci Matki Boskiej, przy którym co wieczór odprawiałyśmy nabożeństwa majowe. Zaczynało się od zapalenia świec, potem odmawiałyśmy na głos Litanię Loretańską. Na koniec mama śpiewała pieśń Chwalcie łąki umajone – pięknie śpiewała. To mama wyposażyła mnie we wszystko co w życiu wartościowe i trwałe. Dzięki tym wartościom nie załamałam się po jej śmierci, mimo, iż ojciec dość szybko ożenił się po raz drugi. Pierwsze moje wiersze mówiły o bólu po stracie matki i pocieszeniu w wierze. Następnie pojawiły się wiersze o miłości, gdyż bardzo wcześnie zakochałam się w chłopcu, który potem został moim mężem. Wzruszony moją tragedią stał się moim opiekunem, a za jakiś czas towarzyszem życia.
dzieciństwo bibliotekarki
Jacy są bibliotekarze? Różni.
O czym rozmawiają?
A może są raczej milczący i zamiast rozmawiać wolą czytać? Zdradzę tajemnicę niektórych moich kolegów i koleżanek. Niektórzy z nich sami piszą, no może nie książki, tylko skromniejsze objętościowo utwory, które w dodatku przez lata mieszkają sobie w szufladzie, ale dla mnie to jest ciekawy temat. Posłuchajcie Justyny – ciekawe czy wielu z nas ma podobne doświadczenie dzieciństwa?
Pytałaś, czy w mojej rodzinie była tradycja pisania. O tym już mówiłyśmy ( w rodzinie Justyny nikt nie uprawiał poezji). Myślę jednak, że równie ważna jest tradycja domowego czytania. Mam ostatnio trochę do czynienia z małymi dziećmi, więc widzę, jak ważne jest wychowanie ich na dobrej literaturze. A mnie właśnie tak wychowano. Czytała Babcia, czytali Rodzice. Jeszcze chyba na początku szkoły podstawowej Tata przeczytał mojej Siostrze i mnie całą Trylogię. I to było czytanie „ze zrozumieniem”, bo każda kolejna taka „sesja” zaczynała się powtórką z ostatniego rozdziału i wyjaśnieniem tego, czego mogłyśmy nie zrozumieć. Babcia czytała nam typowe książki dla dzieci, np. „O krasnoludkach i sierotce Marysi” Marii Konopnickiej. Umiała poza tym mnóstwo wierszy na pamięć i nieraz je recytowała. Miała zwyczaj zachodzić po drodze do najbliższego antykwariatu i zawsze coś ciekawego tam znalazła, np. uroczą książeczkę „Dzieci Pana Majstra” (nie pamiętam już dzisiaj autorki). Był oczywiście Brzechwa, Tuwim no i bajki. Mama czytała rzadziej, bo miała mniej czasu, ale Jej z kolei zawdzięczam dość wczesną znajomość z poezją Juliusza Słowackiego, którego jest wielbicielką. A później, kiedy obie z Siostrą nauczyłyśmy się porządnie czytać, trudno nas było oderwać od książek. Zwłaszcza że dzięki Tacie – bibliotekarzowi mogłyśmy mieć dostęp do wielu upragnionych lektur.Jeśli zaś chodzi o jakiś bezpośredni wpływ na pisanie, to Mamie zawdzięczam też, że – w przeciwieństwie do Babci – nie była bezkrytyczną czytelniczką moich wierszy i utwierdziła mnie w przekonaniu, że Mickiewicza ze mnie nie będzie, ale warto sobie pisać dla zabawy. Taki dystans, traktowanie klecenia wierszy jako hobby, a nie jakiejś „misji” bardzo się w życiu przydaje. Być może jakiś wpływ na moje zainteresowania miało także i to, że aż do szkoły podstawowej wychowywałam się bez telewizora. Ten wynalazek zabija wyobraźnię.starsi młodsi
Wolność osoby, wynikająca z niej wolność woli, niezależność wyborów oraz prawo do decydowania o swoich aktywnościach to ważne kwestie. Rodzaj uczestniczenia w życiu jest konsekwencją ludzkiej woli. Według Tomasza z Akwinu ludzka wola dąży ku dobru poznanemu przez intelekt. Dobro jest przez niego rozumiane wieloznacznie. Po pierwsze to dobro absolutne współwystępujące wraz z transcendentnym pięknem i prawdą, konkretyzowane w postaci wartości prawa moralnego, norm etycznych, przykazania miłości. Drugie dobro to dobro cząstkowe, indywidualnie rozpoznawane przez osobę jako pożądane, wartościowe, przynoszące zysk, zadowalające. Celem woli człowieka jest szczęście, dążenie do niego determinuje ludzkie działania.
Dobro to normalność układów międzyludzkich, która jest wynikiem tego, że drugą osobę szanuję tak, jak samego siebie. Nie muszę się bezustannie z kimś porównywać, bo moja wartość nie polega na tym, że jestem młodsza, starsza czy pracowitsza i to jest ustalone raz na zawsze. Starsi zwykle mają więcej energii niż młodsi i często wkładają wiele wysiłku, by przyćmić urodę młodszych, żeby za bardzo się nie rzucała w oczy. Młodzi z szacunku dla starszych podporządkowują się ich woli, natomiast celem starszych nie zawsze jest „transcendentalne piękno i prawda” wynikające z wysokich norm moralnych tylko sam fakt podporządkowania, czyli kradzieży wolności. Ja starszy decyduję o tym, co ty młodszy będziesz robić w tej pracy, bo twoja inwencja jest mi nie na rękę. Tymczasem nie ma nic piękniejszego niż człowiek, promieniejący bogactwem doświadczeń zdobywanych na przestrzeni swojego życia i takich mistrzów młodsi potrzebują, żeby budować własne doświadczenie rzeczywistości.Maski
Ciekawa jestem jakby to było gdybyśmy wszyscy zrzucili nasze biblioteczne maski. Maski obronne albo walczące, rozgadane do przesady, albo przekonane że i tak nie warto nic mówić, maski poczucia wyższości lub niższości, maski będące wynikiem celowych lub nieświadomych urazów od współbliźnich. Tygiel masek zamienić na tygiel osobowości.
wykreuj się bibliotekarzu :)
Przeczytałam, że w dawniejszych czasach twórczość uważano za działalność elitarną, dostępną tylko dla nielicznych jednostek o wysokich zdolnościach, predyspozycjach i wysokim ilorazie inteligencji. A dzisiaj to pojęcie się „zdemokratyzowało”, szczególnie jeśli chodzi o twórczość rozumianą jako proces oraz synonim zdolności i postaw twórczych – czyli kreatywność.
Kreatywność jest umiejętnością tworzenia i realizowania osobliwych, nowych i użytecznych pomysłów, usług lub rzeczy, co jest niezwykle dziś pożądane. Dlatego że utożsamiana jest nie tylko z innowacyjnością i tworzeniem nowych pomysłów, ale także z zaradnością, przedsiębiorczością, otwartym umysłem, elastycznością myślenia, rozwiązywaniem problemów, wiedzą i inteligencją oraz aktywnością, przebojowością i samorozwojem. (por. Jaskowska Bożena, Kreatywność i twórczość w bibliotece akademickiej [online])
Czy my bibliotekarze jesteśmy w pracy artystami, czy rzemieślnikami zawodu, a może ograniczamy się do bycia w utartych schematach albo łatwych improwizacji, gdzie tylko odgrywamy po raz setny wyuczoną rolę, a nie kreujemy jej na nowo w każdym dniu. Niby rola ta sama, ale człowiek każdego dnia jest inny. Dziś „zielono mi”, ponieważ wczoraj „tak mi było jakby róża przez otwarte wpadła okno” a za tydzień „wszystkim nam brakuje szczęścia, masz to, na co godzisz się” i tak na abarot. Świat jest taki zmienny, proces życia jest kreatywny, a ja mam tylko wstawiać książki w swoim dziale, albo zapraszać „za pół godziny” czytelnika po książkę w trzygodzinnych odstępach czasowych bo nic innego mi nie wolno?
Dzień dobry!
Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Będę pisać trochę o sobie, trochę o przyjaciołach i różnych naszych inspiracjach.
Hinc Omnia ![]()